Grupa Eko-Tur Instytut Kształceni Eko-Tur Doradztwo Prawne Eko-Tur Baza Nauczycieli Edurada PrimoPsyche
powrót

Jesteś tutaj: Strona główna \ Biblioteka pedagogiczna \ Konwencja o Prawach Dziecka – z polskiego na ich…

Konwencja o Prawach Dziecka – z polskiego na ich…

15:30 02-07-2015

Dla kogo: Dyrektorzy , Rodzice , Studenci

Kategoria: Prawa dziecka , Prawa rodziców

Rzecznik Praw Dziecka ma zamiar „przetłumaczyć” tekst Konwencji na język dzieci. No cóż, kolejne podejście do problemu praw najmłodszych, a konkretnie tekstu Konwencji o Prawach Dziecka.

 

No cóż, kolejne podejście do problemu praw najmłodszych, a konkretnie tekstu Konwencji o Prawach Dziecka. Zgodzę się, że sama Konwencja napisana językiem dorosłych, choć nie aż tak strasznie zawiłym, może nie trafiać do dzieci. Jednak „tłumaczenie” takiego tekstu natychmiast budzi we mnie olbrzymie obawy! Wolałbym, aby to było kolejne omówienie z podkreśleniem tego, że to właśnie omówienie i nie jedyne… A może właśnie będzie tak? Zobaczymy. Pozostaje nam poczekać, bo raczej wpływu na końcowy efekt pracy mieć nie będziemy. 
Tego dyskusyjnego zadania (chyba mogę dać sobie prawo w taki sposób określić pomysł?) ma podjąć się, jak podaje informacja z oficjalnej strony Rzecznika Praw Dziecka, Pani profesor Joanna Papuzińska, autorka wielu książek dla dzieci. Wybór może cieszyć, gdyż Pani Profesor jest także autorką prac naukowych na temat roli prasy dziecięcej oraz książki w życiu dzieci. Krótko mówiąc, z pewnością zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności zadania. Wszak każde „tłumaczenie” niesie ryzyko odejścia cokolwiek od treści oryginału. Cudzysłów w poprzednim zdaniu nie ma wskazywać na podtekst, a jedynie zaznacza pewną umowność. Tłumaczyć po raz kolejny będą dorośli dzieciom. Zgodzę się, że raczej innego wyjścia nie ma. Skoro już ma się to stać, to cieszy, że tak odpowiedzialnego, tak ważnego zadania ma podjąć się osoba, która dobrze zna i zbadała siłę słowa. 
Dlatego też liczę na to, że wreszcie w takim tłumaczonym tekście znajdzie się wyraźnie podkreślone, że dorośli jeszcze nie dorośli do praw dziecka. To znaczy jeszcze nie dorośli do tego, aby dzieci postrzegać jako podmiot prawa. 
Oczywiście zgodnym chórem wyrażamy swoje oburzenie i łączymy się w bólu, kiedy dzieciom zostanie wyrządzona jakaś krzywda – im bardziej medialna tym nasze oburzenie „świętsze” i głośniejsze. Media wtedy „szaleją”. Kiedy zagrożone są „duże” prawa, takie jak na przykład: dostęp do nauki poprzez ochoczą likwidację szkół przez samorządy, dostęp do świadczeń medycznych lub prawa niepełnosprawnych. Wtedy tak! Jest nas wielu.
 Ale kiedy w głębokim poważaniu nasze prawo ma „małe” prawa, to jakoś wspólnie milczymy… 
Mam kolejną nadzieję, że kolejny Rzecznik Praw Dziecka po tylu latach urzędowania zajmie się tym, co jak mantra powtarzam i podkreślam od lat, a czego nie znają często najmłodsi ani nawet dorośli. Albo ci ostatni wolą nie znać. Chodzi o kilka zdań, często w ogóle nie przytaczanych w różnych książkowych wydaniach Konwencji o Prawach Dziecka. Zdań, które powinny znajdować się we wstępie każdego tekstu dotyczącego Konwencji -  tłustym drukiem,  z ostrzeżeniem i kilkoma wykrzyknikami. Dzieci przekazu tych słów najprawdopodobniej nie znają w ogóle. A jeśli ktoś im to „przetłumaczył”, to mógł to zrobić w bardzo „różny” sposób. Tutaj cudzysłów już absolutnie podtekstowy. 
O czym piszę? Strona Polska, ratyfikując dwadzieścia jeden lat temu Konwencję o Prawach Dziecka zadeklarowała, że:
Rzeczpospolita Polska uważa, że wykonania przez dziecko jego praw określonych w konwencji, w szczególności praw określonych w artykułach od 12 do 16, dokonuje się z poszanowaniem władzy rodzicielskiej, zgodnie z polskimi zwyczajami i tradycjami dotyczącymi miejsca dziecka w rodzinie i poza rodziną.
Wielu z Państwa nie zajrzy do tekstu Konwencji, więc pomogę. Tak wyraźnie podkreślone prawa, które filtrujemy przez polską tradycję i zwyczaje dotyczące dzieci to: swoboda wyrażania własnych poglądów, swoboda wypowiedzi,  swoboda myśli, sumienia i wyznania, swoboda zrzeszania się i zakaz arbitralnej ingerencji w sferę życia prywatnego, rodzinnego oraz w korespondencję oraz gwarancja ochrony honoru i reputacji dziecka. 
Kilka tygodni temu napisałem w tej sprawie do Rzecznika Praw Dziecka. Pismo znajdą Państwo na mojej stronie www.maciekosuch.com
Polski zwyczaj i tradycja to „dzieci i ryby głosu nie mają”. Mam nadzieje, że tak zasłużona osoba jak Pani Profesor, udźwignie to zadanie i jasno, językiem dzieci im to przedstawi. Nie wyjaśni a przedstawi. Bo wyjaśniać tutaj nie ma co. Niech zostanie to ciemne takie jakie jest! Pożyjemy – zobaczymy. Czy po raz kolejny polskie dzieci dowiedzą się, że mają prawa ale… Byłoby bardzo niedobrze, bo wtedy za kolejne 20 lat oni przekażą dokładnie to samo swoim dzieciom. Pozdrawiam. Maciej Osuch

Zgodzę się, że sama Konwencja napisana językiem dorosłych, choć nie aż tak strasznie zawiłym, może nie trafiać do dzieci. Jednak „tłumaczenie” takiego tekstu natychmiast budzi we mnie olbrzymie obawy! Wolałbym, aby to było kolejne omówienie z podkreśleniem tego, że to właśnie omówienie i nie jedyne… A może właśnie będzie tak? Zobaczymy. Pozostaje nam poczekać, bo raczej wpływu na końcowy efekt pracy mieć nie będziemy. 

Tego dyskusyjnego zadania (chyba mogę dać sobie prawo w taki sposób określić pomysł?) ma podjąć się, jak podaje informacja z oficjalnej strony Rzecznika Praw Dziecka, Pani profesor Joanna Papuzińska, autorka wielu książek dla dzieci. Wybór może cieszyć, gdyż Pani Profesor jest także autorką prac naukowych na temat roli prasy dziecięcej oraz książki w życiu dzieci. Krótko mówiąc, z pewnością zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności zadania. Wszak każde „tłumaczenie” niesie ryzyko odejścia cokolwiek od treści oryginału. Cudzysłów w poprzednim zdaniu nie ma wskazywać na podtekst, a jedynie zaznacza pewną umowność. Tłumaczyć po raz kolejny będą dorośli dzieciom. Zgodzę się, że raczej innego wyjścia nie ma. Skoro już ma się to stać, to cieszy, że tak odpowiedzialnego, tak ważnego zadania ma podjąć się osoba, która dobrze zna i zbadała siłę słowa. 

Dlatego też liczę na to, że wreszcie w takim tłumaczonym tekście znajdzie się wyraźnie podkreślone, że dorośli jeszcze nie dorośli do praw dziecka. To znaczy jeszcze nie dorośli do tego, aby dzieci postrzegać jako podmiot prawa. 

Oczywiście zgodnym chórem wyrażamy swoje oburzenie i łączymy się w bólu, kiedy dzieciom zostanie wyrządzona jakaś krzywda – im bardziej medialna tym nasze oburzenie „świętsze” i głośniejsze. Media wtedy „szaleją”. Kiedy zagrożone są „duże” prawa, takie jak na przykład: dostęp do nauki poprzez ochoczą likwidację szkół przez samorządy, dostęp do świadczeń medycznych lub prawa niepełnosprawnych. Wtedy tak! Jest nas wielu.

 Ale kiedy w głębokim poważaniu nasze prawo ma „małe” prawa, to jakoś wspólnie milczymy… 

Mam kolejną nadzieję, że kolejny Rzecznik Praw Dziecka po tylu latach urzędowania zajmie się tym, co jak mantra powtarzam i podkreślam od lat, a czego nie znają często najmłodsi ani nawet dorośli. Albo ci ostatni wolą nie znać. Chodzi o kilka zdań, często w ogóle nie przytaczanych w różnych książkowych wydaniach Konwencji o Prawach Dziecka. Zdań, które powinny znajdować się we wstępie każdego tekstu dotyczącego Konwencji -  tłustym drukiem,  z ostrzeżeniem i kilkoma wykrzyknikami. Dzieci przekazu tych słów najprawdopodobniej nie znają w ogóle. A jeśli ktoś im to „przetłumaczył”, to mógł to zrobić w bardzo „różny” sposób. Tutaj cudzysłów już absolutnie podtekstowy. 

O czym piszę? Strona Polska, ratyfikując dwadzieścia jeden lat temu Konwencję o Prawach Dziecka zadeklarowała, że:

Rzeczpospolita Polska uważa, że wykonania przez dziecko jego praw określonych w konwencji, w szczególności praw określonych w artykułach od 12 do 16, dokonuje się z poszanowaniem władzy rodzicielskiej, zgodnie z polskimi zwyczajami i tradycjami dotyczącymi miejsca dziecka w rodzinie i poza rodziną.

Wielu z Państwa nie zajrzy do tekstu Konwencji, więc pomogę. Tak wyraźnie podkreślone prawa, które filtrujemy przez polską tradycję i zwyczaje dotyczące dzieci to: swoboda wyrażania własnych poglądów, swoboda wypowiedzi,  swoboda myśli, sumienia i wyznania, swoboda zrzeszania się i zakaz arbitralnej ingerencji w sferę życia prywatnego, rodzinnego oraz w korespondencję oraz gwarancja ochrony honoru i reputacji dziecka. 

Kilka tygodni temu napisałem w tej sprawie do Rzecznika Praw Dziecka. Pismo znajdą Państwo na mojej stronie www.maciekosuch.com

Polski zwyczaj i tradycja to „dzieci i ryby głosu nie mają”. Mam nadzieje, że tak zasłużona osoba jak Pani Profesor, udźwignie to zadanie i jasno, językiem dzieci im to przedstawi. Nie wyjaśni a przedstawi. Bo wyjaśniać tutaj nie ma co. Niech zostanie to ciemne takie jakie jest! Pożyjemy – zobaczymy. Czy po raz kolejny polskie dzieci dowiedzą się, że mają prawa ale… Byłoby bardzo niedobrze, bo wtedy za kolejne 20 lat oni przekażą dokładnie to samo swoim dzieciom. Pozdrawiam. Maciej Osuch

Maciej Osuch

Zapraszamy do dyskusji na temat artykułu na naszym facebooku


Dodaj komentarz

Nie możesz pisać komentarzy zanim się nie zalogujesz.. Logowanie tutaj.

Komentarze

Nikt nie skomentował jeszcze tej strony

Subskrybuj komentarze przez RSS na tej stronie | RSS dla wszystkich komentarzy

Zadaj pytanie

x

Zapisz się na newsletter

x