powrót

Jesteś tutaj: Strona główna \ Artykuły \ Mój bohater

Mój bohater

08:36 04-03-2014

Dla kogo: Dyrektorzy , Nauczyciele

Czego poza sportowymi emocjami możemy się spodziewać od igrzysk olimpijskich? Może refleksji o tym, że przekraczanie własnych ograniczeń jest możliwe.

Podobnie jak Państwo, w miarę własnych rezerw czasowych, staram się śledzić Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Soczi. Z uwagą przyglądam się naszym polskim zawodnikom. Szczególnie analizuję wyczyn Justyny Kowalczyk, którą podziwia cały, nie tylko sportowy świat. Jest niewątpliwie prawdziwą bohaterką - zdobyła przecież olimpijskie złoto. Jednocześnie stała się naszym idolem, ponieważ wywalczyła je w wyjątkowych okolicznościach. Kilka tygodni przed startem złamała jedną z kości stopy. Wszyscy, którzy logicznie oceniali ten uraz stwierdzili, że to już koniec marzeń olimpijskich. Na domiar złego odmroziła sobie palce i z tego powodu trzeba było chirurgicznie usunąć paznokcie. Ci, którzy jej kibicują, byliby szczęśliwi gdyby ich idolka mogła chociaż wystartować. Na pewno nie oczekiwali od Justyny medalu. Zaskoczyła wszystkich! Szczególnie sporą grupę sceptyków. Osiągnęła niewiarygodny wynik, pokonując całą plejadę wybitnych, światowych biegaczek. I to jeszcze w jakim stylu!

Nieustannie zadajemy sobie pytanie, jak można w tych niesprzyjających okolicznościach dokonać takiego wyczynu? W tym sukcesie nie ma logiki. Należało uznać i zaakceptować, że los spłatał Justynie figla i trzeba się z tym pogodzić. Wszyscy by tak uczynili. Ale nie ona. Właśnie dlatego stała się dla wielu idolem, nie tylko w znaczeniu sportowym. Dała nam przykład, jak wiele zależy od prawdziwej desperacji. Determinacji graniczącej z szaleństwem. Hart ducha naszej bohaterki, wola pokonywania własnych słabości i katorżnicza praca doprowadziła ją do grona najwybitniejszych osobowości tych Igrzysk. Jej team, przy okazji różnych spotkań z dziennikarzami, sygnalizował jak wymagająca jest Justyna wobec ludzi, którzy ją otaczają. Ale jednocześnie podkreślano, jak fanatycznie jest wymagająca wobec siebie. W jej codziennym życiu brak jest miejsca na własne słabości. Medal Justyny tym bardziej nabiera szlachetności, jeżeli wiemy o niej więcej.

Jestem przekonany, że wielu sportowców ma podobny talent jak nasza medalistka; ale zwycięstwo, które odniosła, to nie jest jedynie zasługa jej talentu. Śmiem twierdzić, że zdecydowanie ważniejszą rolę odegrała jej wyjątkowa osobowość. I z tego też powodu dla wielu z nas stała się współczesnym bohaterem. Człowiekiem, na którym możemy się wzorować i od którego uczyć.

Jest także moją bohaterką. Z pewnością będzie jeszcze nie raz znakomitym przykładem w moich felietonach. Podejście Justyny Kowalczyk do sportu i życia jest mi niezwykle bliskie.  Próbuję zgłębiać granicę ludzkich możliwości. Wyszukuję przykłady, które pomogą nam zrozumieć skomplikowaną naturę człowieka. Czasami są one wyjątkowe i z pewnością mało osiągalne dla przeciętnych ludzi, ale jednocześnie pokazują nam, że jeżeli bardzo chcemy, to sukces leży w zasięgu możliwości. W ten sposób staram się sobie i czytelnikom wlewać optymizm w nasze działania. Bo przecież każdy z nas ma swoje małe marzenia, próbuje realizować własne cele. One nie zawsze muszą być spektakularne dla innych. Powinny natomiast być satysfakcjonujące dla tych, którzy je sobie stawiają. Realizacja marzeń dowartościowuje nas, daje nową siłę do stawiania jeszcze ambitniejszych celów. Dzięki temu stajemy się coraz bardziej doskonali i w ten sposób kształtujemy nasz charakter.

Powszechnie mówi się, że tylko młodzi powinni pracować nad kształtowaniem własnej osobowości. Zastanawiam się, czy wysiłek ten kończymy kiedy osiągamy pełnoletniość? Mam też inne pytanie: co z pracą nad sobą w dalszych etapach naszego życia?

Czy to oznacza, że mamy bazować jedynie na tym, co osiągnęliśmy w dzieciństwie? Wielu z nas ma inny pogląd na ten temat. Nie muszę sięgać daleko. W moim otoczeniu mam kilku znajomych, którzy za swój podstawowy cel stawiają sobie świadomą pracę nad własnym doskonaleniem. Widzę, jak na przestrzeni kilkudziesięciu lat się zmieniali. Są dziś z pewnością zupełnie innymi ludźmi. Bardziej doskonałymi, lepiej rozumiejącymi siebie i innych. Podziwiam ich wysiłek w pracy nad własnymi słabościami.

Pokonywanie osobistych ograniczeń dotyczy każdego z nas. Szczególnie nie powinni o własnym rozwoju zapominać ci, którzy zajmują się pracą z ludźmi. Mam tutaj na myśli pedagogów, nauczycieli, lekarzy, psychologów czy kapłanów. Praca nad sobą wymaga wyjątkowego zaangażowania. Jeżeli mamy co do tego faktu wątpliwości, zapytajmy o to dzieci. One całe swoje dzieciństwo borykają się z tym problemem. W związku z tym nie można rozumieć wysiłku w kształtowaniu charakterów u podopiecznych, jeżeli sami już zapomnieliśmy, jak ciężka jest to praca. Chyba właśnie z tego powodu tak trudno być dobrym pedagogiem. Jego podstawowym narzędziem pracy jest on sam. Doskonalenie narzędzi nauczyciela to praca nad własnymi słabościami.

Od lat studiuję temat wywierania wpływu na innych. Specjaliści z tej dziedziny twierdzą, że trudno zarządzać innymi, jeżeli nie potrafi się zarządzać sobą. Im lepiej opanujesz tę umiejętność, tym większy wywierasz wpływ na innych. Prawdziwy lider nie zmienia swojego otoczenia – zmienia siebie. Nauczyciel powinien być takim właśnie liderem dla swoich uczniów.

Igrzyska już za nami, jednak za każdym razem, kiedy przyjdą chwile zwątpienia, brak motywacji lub wiary we własne możliwości, przypomnę sobie wyjątkową postawę Justyny na Olimpiadzie w Soczi. Mam nadzieję, że to pomoże mi w pokonywaniu moich słabości. Zobaczymy…

Czy i Wy macie takiego własnego motywatora? A może jesteście nim sami dla siebie? Jeżeli tak jest, to gratuluję.

Wojciech Turewicz

Zapraszamy do dyskusji na temat artykułu na naszym facebooku


Dodaj komentarz

Nie możesz pisać komentarzy zanim się nie zalogujesz.. Logowanie tutaj.

Komentarze

Nikt nie skomentował jeszcze tej strony

Subskrybuj komentarze przez RSS na tej stronie | RSS dla wszystkich komentarzy

Zadaj pytanie

x

Zapisz się na newsletter

x