Grupa Eko-Tur Instytut Kształceni Eko-Tur Doradztwo Prawne Eko-Tur Baza Nauczycieli Edurada PrimoPsyche
powrót

Jesteś tutaj: Strona główna \ Biblioteka pedagogiczna \ Rodzic – dziecko, nauczyciel – uczeń. Wokół kardynalnego warunku budowania relacji.

Rodzic – dziecko, nauczyciel – uczeń. Wokół kardynalnego warunku budowania relacji.

07:13 16-08-2016

Dla kogo: Nauczyciele , Rodzice , Studenci

„Wszystkie emocje są w istocie rzeczy bodźcami skłaniającymi nas do działania…” Daniel Goleman.

 

Rodzic – dziecko, nauczyciel – uczeń. Wokół kardynalnego warunku budowania relacji. 
 „Wszystkie emocje są w istocie rzeczy bodźcami skłaniającymi nas do działania…”  
Daniel Goleman. 
Dzień, jak co dzień. Piotr – piętnastolatek ze wszystkimi atrybutami wieku, tak zajął się grą komputerową, że nie zdążył posprzątać po sobie w kuchni. Na blatach puste opakowania po jedzeniu, niedopite napoje w szklankach. Przez cały dzień trochę się tego nazbierało. Zajmujące zajęcie przerywa powrót rodziców. Wracają z pracy w świetnych nastrojach. Mama ze śmiechem komentuje bałaganiarstwo syna i szybko prosząc chłopca o pomoc, pozbywa się rozgardiaszu. Dobry dzień.

Kilka dni później. Piotr dalej wykorzystuje wakacje. Gra, czyta, rozmawia przez telefon, prowadzi długie rozmowy na facebooku. W ten miły czas wchodzą rodzice. Ich powrót z pracy nie jest wejściem do domu, lecz wkroczeniem na „pole bitwy”. Naczynia na blatach, puste opakowania, resztki jedzenia na talerzach wybudzają ogromną złość. Piotr dowiaduje się, jakim nieudanym jest synem, jak zawodzi rodziców i jakie ma przed sobą smutne perspektywy. Zły dzień. 
Opisane powyżej zdarzenia i przywołane na początku zdanie Daniela Golemana wprowadzają w obszar zagadnień, na których pragniemy skupić uwagę czytelnika. Wywołują również pytanie o zakres osobistej odpowiedzialności dorosłych w trudnym procesie budowania relacji z młodym człowiekiem (tak osobistym dzieckiem, jak i uczniem). Jakie znaczenie mają kompetencje osobiste i jak wykorzystać ich siłę, tak, aby relacja z dzieckiem była jak najkorzystniejsza dla jego rozwoju? Na te pytania w obszarze proponowanego tematu pragniemy szukać odpowiedzi i zatrzymać choćby na chwilę uwagę czytelnika na tych poszukiwaniach.
„Każdy może się rozgniewać – to bardzo łatwe, ale rzadką umiejętnością jest złoszczenie się na właściwą osobę, we właściwym stopniu, właściwym momencie, we właściwym celu i we właściwy sposób” - Arystoteles.
Cytowane wyżej zdanie stawia (w perspektywie ponadczasowej) bardzo istotne pytanie o najważniejszą zmienną wpływającą na budowane dobrej i efektywnej w kontekście rozwoju młodego człowieka relacji. Pierwotnie filozofowie, a współcześnie psycholodzy nie ustają w poszukiwaniu najpełniejszej odpowiedzi. Spośród wielu naukowych teorii na szczególną uwagę zasługuje myśl o znaczeniu inteligencji emocjonalnej w procesie  
budowania związków. Daniel Goleman (największy współczesny autorytet w tej dziedzinie) mówi o czujności emocjonalnej, która powinna być pierwszym krokiem na drodze budowania świadomych postaw. Ten sam badacz stwierdza również, że fundamentalnym jest akceptowanie własnych emocji i w konsekwencji szukania dla nich właściwego wyrazu, a nie tylko ich przeżywanie. Stąd już tylko nieduży krok do dobrych, rozwijających i przynoszących satysfakcję relacji z innymi ludźmi, a więc z młodym człowiekiem także. W lapidarnym skrócie możemy powiedzieć, że relacje dorosłych z dziećmi są uwarunkowane ich poziomem czujności emocjonalnej. Czujności skierowanej   ….. nie na dziecko, lecz na siebie. 
Powróćmy do opisanych we wstępie sytuacji. Przyjrzyjmy się im pod kątem rozeznawania własnych emocji, akceptowania ich, szukania dla nich odpowiedniego wyrazu oraz implikacjom tych umiejętności. Zapytamy o kompetencje osobiste dorosłego w trudnym procesie budowania relacji z dzieckiem. To te właśnie kompetencje są jednym z najważniejszych obszarów inteligencji emocjonalnej. Czujność, o której wyżej wspominaliśmy, jest efektem dobrze rozbudowanych trzech kompetencji osobistych: samoświadomość, samokontroli i samooceny. Dla jasności myśli warto zdefiniować te pojęcia.
O samoświadomości mówimy wtedy, gdy rozpoznawanie własnych stanów emocjonalnych nie sprawia osobie trudności. Dorosły potrafi nazwać własne stany emocjonalne, wie, co dla niego jest wartością i co preferuje. 
  Samoocena to umiejętność wyższego rzędu. Odnosi się, bowiem już nie tylko do stwierdzenia jak jest, ale do tego, co to „coś” osobie „robi”. Opisuje poczucia osobistej wartości, wiary we własne siły, świadomość swoich możliwości, oraz swoich ograniczeń; doświadczania autonomii własnej osoby niezależnie od sądów innych ludzi.
    Trzecią istotną w omawianym kontekście kompetencją osobistą jest samokontrola. Odnosi się ona do zdolności świadomego reagowania na bodźce zewnętrzne; umiejętność radzenia sobie ze stresem i kształtowania własnych emocji w zgodzie z samym sobą, z własnymi normami, zasadami oraz wyznawanymi wartościami.
Na poziomie samoświadomości o rodzicach przywołanych w przykładzie można powiedzieć, że ta kompetencja osobista jest w ich zasobach. Raz przychodzą do domu pogodni i wyraźnie tę radość odczuwają i manifestują, drugim razem równie świadomie poddają się złości. Wiedzą, co się z nimi dzieje. Sama wiedza jednak nie wystarcza. Rozwój wypadków ilustruje, że zabrakło wykrystalizowanej na basie samoświadomości hierarchii wartości. 
To, co dobre, powinno być dobre zawsze, a co złe, złe zawsze. 
Młodzi ludzie potrzebują takich milowych kamieni zbudowanych z pewnych, czyli stabilnych wartości. Nieposprzątany bałagan (w tych samych warunkach) zawsze powinien wzbudzić u rodziców niezadowolenie, ( jeżeli oczywiście porządek i ład jest wpisany w ich system wartości). Jeżeli ten sam fakt, w tych samych okolicznościach budzi skrajne reakcje, to odpowiedzialność za klimat relacji na pewno spoczywa na dorosłym. W warunkach szkolnych uczniowie często mówią o „humorzastych” nauczycielach, których nie lubią, ale których nie mogą pominąć wśród osób mających wpływ na budowanie lub rozbijanie  ich tożsamości. 
Równie słabo jak samoocena prezentuje się umiejętność samokontroli. Pojawia się pytanie, czy rodzic, nauczyciel nie może pozwolić sobie na reagowanie zgodne z targającymi nim uczuciami, czy nie wolno być mu spontanicznym? Jeżeli spontaniczność mamy rozumieć, jako robienie w danym momencie tego, na co mamy ochotę, to odpowiedź brzmi: nie. Wychowanie jest procesem złożonym. Budowanie przestrzeni relacji musi być oparte o jasny system. Labilność zachowań niesie bardzo negatywne następstwa. Między innymi brak odpowiednich reakcji kumuluje złe emocje. Irytacja, złość, poczucie niesprawiedliwości zatacza coraz szerszy krąg. Czasami ta złość jest przenoszona na innych, a czasami godzi w samego młodego człowieka. Utrzymujące się długo np. uczucie żalu pozbawia osobę ( młodą również) energii życiowej i wewnętrznej radości, jak również działa demotywująco. Stąd tylko kroczek do smutku, a przedłużający się smutek prowadzi do depresji. Dane statystyczne są w tym zakresie wręcz alarmujące.
„Przepis” na dobre relacje w teoretycznym zapisie wydaje się więc wręcz niezwykle prosty. Dorosły świadomy, z dobrze rozbudowaną i opartą o spójny system wartości samooceną,  kontrolujący własne reakcje jest pierwszym i koniecznym warunkiem powodzenia. 
 
Praktyka życia pokazuje jednak, że wcale tak łatwo nie jest. William James, szukając odpowiedzi na pytanie o przyczynę trudności, pisze: „Ilekroć spotyka się dwóch ludzi, tak naprawdę obecnych jest sześciu: 
- każdy z nich tak, jak sam siebie postrzega, 
- każdy z nich tak, jak jest postrzegany przez drugiego 
- i każdy z nich, kim jest naprawdę”. 
Trudno odmówić słuszności takiemu spostrzeżeniu. 
Rodzic, nauczyciel, własne dziecko, uczeń również w te złożone interakcje są wpisani. Świadomość złożoności zagadnienia jeszcze wyraźniej przenosi zakres odpowiedzialności za tworzenie dobrych warunków do budowania relacji na dorosłych. Drugiemu człowiekowi możemy bowiem tylko tyle dać, ile sami posiadamy. To dorosły może podjąć świadomą decyzję o zmianie i wejść na długą drogę budowania postawy relacyjnej. Droga jest długa, ponieważ, jak twierdzą współcześni psychologowie i terapeuci, żeby osiągnąć trwałą zmianę, należy tak wytrenować własny mózg, żeby przejął nowe zachowania jako normę. 
Arystoteles, do którego ponadczasowego autorytetu odnosimy się w artykule, napisał o tej drodze tak: „Człowiek znaczy tyle, co jego nawyki. Osiągnięcie doskonałości, to nie sukces, lecz przyzwyczajenie”.
Piśmiennictwo:
Bono E. de., 1996: Sześć kapeluszy, czyli sześć sposobów myślenia. Warszawa. Constantine.•Davis M,.H., 1999: Empatia: o umiejętności współodczuwania. Gdańsk.
Ekman P., Davidson R.J., 1999: Natura emocji. Gdańsk.
Goleman D., 1999: Inteligencja emocjonalna w praktyce. Poznań.
Obuchowski K., 2004: Kody umysłu i emocje. Łódź.

Dzień, jak co dzień. Piotr – piętnastolatek ze wszystkimi atrybutami wieku, tak zajął się grą komputerową, że nie zdążył posprzątać po sobie w kuchni. Na blatach puste opakowania po jedzeniu, niedopite napoje w szklankach. Przez cały dzień trochę się tego nazbierało. Zajmujące zajęcie przerywa powrót rodziców. Wracają z pracy w świetnych nastrojach. Mama ze śmiechem komentuje bałaganiarstwo syna i szybko prosząc chłopca o pomoc, pozbywa się rozgardiaszu. Dobry dzień.

Kilka dni później. Piotr dalej wykorzystuje wakacje. Gra, czyta, rozmawia przez telefon, prowadzi długie rozmowy na facebooku. W ten miły czas wchodzą rodzice. Ich powrót z pracy nie jest wejściem do domu, lecz wkroczeniem na „pole bitwy”. Naczynia na blatach, puste opakowania, resztki jedzenia na talerzach wybudzają ogromną złość. Piotr dowiaduje się, jakim nieudanym jest synem, jak zawodzi rodziców i jakie ma przed sobą smutne perspektywy. Zły dzień. 

Opisane powyżej zdarzenia i przywołane na początku zdanie Daniela Golemana wprowadzają w obszar zagadnień, na których pragniemy skupić uwagę czytelnika. Wywołują również pytanie o zakres osobistej odpowiedzialności dorosłych w trudnym procesie budowania relacji z młodym człowiekiem (tak osobistym dzieckiem, jak i uczniem). Jakie znaczenie mają kompetencje osobiste i jak wykorzystać ich siłę, tak, aby relacja z dzieckiem była jak najkorzystniejsza dla jego rozwoju? Na te pytania w obszarze proponowanego tematu pragniemy szukać odpowiedzi i zatrzymać choćby na chwilę uwagę czytelnika na tych poszukiwaniach.

 

„Każdy może się rozgniewać – to bardzo łatwe, ale rzadką umiejętnością jest złoszczenie się na właściwą osobę, we właściwym stopniu, właściwym momencie, we właściwym celu i we właściwy sposób” - Arystoteles.

 

Cytowane wyżej zdanie stawia (w perspektywie ponadczasowej) bardzo istotne pytanie o najważniejszą zmienną wpływającą na budowane dobrej i efektywnej w kontekście rozwoju młodego człowieka relacji. Pierwotnie filozofowie, a współcześnie psycholodzy nie ustają w poszukiwaniu najpełniejszej odpowiedzi. Spośród wielu naukowych teorii na szczególną uwagę zasługuje myśl o znaczeniu inteligencji emocjonalnej w procesie  

budowania związków. Daniel Goleman (największy współczesny autorytet w tej dziedzinie) mówi o czujności emocjonalnej, która powinna być pierwszym krokiem na drodze budowania świadomych postaw. Ten sam badacz stwierdza również, że fundamentalnym jest akceptowanie własnych emocji i w konsekwencji szukania dla nich właściwego wyrazu, a nie tylko ich przeżywanie. Stąd już tylko nieduży krok do dobrych, rozwijających i przynoszących satysfakcję relacji z innymi ludźmi, a więc z młodym człowiekiem także. W lapidarnym skrócie możemy powiedzieć, że relacje dorosłych z dziećmi są uwarunkowane ich poziomem czujności emocjonalnej. Czujności skierowanej   ….. nie na dziecko, lecz na siebie. 

Powróćmy do opisanych we wstępie sytuacji. Przyjrzyjmy się im pod kątem rozeznawania własnych emocji, akceptowania ich, szukania dla nich odpowiedniego wyrazu oraz implikacjom tych umiejętności. Zapytamy o kompetencje osobiste dorosłego w trudnym procesie budowania relacji z dzieckiem. To te właśnie kompetencje są jednym z najważniejszych obszarów inteligencji emocjonalnej. Czujność, o której wyżej wspominaliśmy, jest efektem dobrze rozbudowanych trzech kompetencji osobistych: samoświadomość, samokontroli i samooceny. Dla jasności myśli warto zdefiniować te pojęcia.

O samoświadomości mówimy wtedy, gdy rozpoznawanie własnych stanów emocjonalnych nie sprawia osobie trudności. Dorosły potrafi nazwać własne stany emocjonalne, wie, co dla niego jest wartością i co preferuje. 

  Samoocena to umiejętność wyższego rzędu. Odnosi się, bowiem już nie tylko do stwierdzenia jak jest, ale do tego, co to „coś” osobie „robi”. Opisuje poczucia osobistej wartości, wiary we własne siły, świadomość swoich możliwości, oraz swoich ograniczeń; doświadczania autonomii własnej osoby niezależnie od sądów innych ludzi.

    Trzecią istotną w omawianym kontekście kompetencją osobistą jest samokontrola. Odnosi się ona do zdolności świadomego reagowania na bodźce zewnętrzne; umiejętność radzenia sobie ze stresem i kształtowania własnych emocji w zgodzie z samym sobą, z własnymi normami, zasadami oraz wyznawanymi wartościami.

Na poziomie samoświadomości o rodzicach przywołanych w przykładzie można powiedzieć, że ta kompetencja osobista jest w ich zasobach. Raz przychodzą do domu pogodni i wyraźnie tę radość odczuwają i manifestują, drugim razem równie świadomie poddają się złości. Wiedzą, co się z nimi dzieje. Sama wiedza jednak nie wystarcza. Rozwój wypadków ilustruje, że zabrakło wykrystalizowanej na basie samoświadomości hierarchii wartości. 

To, co dobre, powinno być dobre zawsze, a co złe, złe zawsze. 

Młodzi ludzie potrzebują takich milowych kamieni zbudowanych z pewnych, czyli stabilnych wartości. Nieposprzątany bałagan (w tych samych warunkach) zawsze powinien wzbudzić u rodziców niezadowolenie, ( jeżeli oczywiście porządek i ład jest wpisany w ich system wartości). Jeżeli ten sam fakt, w tych samych okolicznościach budzi skrajne reakcje, to odpowiedzialność za klimat relacji na pewno spoczywa na dorosłym. W warunkach szkolnych uczniowie często mówią o „humorzastych” nauczycielach, których nie lubią, ale których nie mogą pominąć wśród osób mających wpływ na budowanie lub rozbijanie  ich tożsamości. 

Równie słabo jak samoocena prezentuje się umiejętność samokontroli. Pojawia się pytanie, czy rodzic, nauczyciel nie może pozwolić sobie na reagowanie zgodne z targającymi nim uczuciami, czy nie wolno być mu spontanicznym? Jeżeli spontaniczność mamy rozumieć, jako robienie w danym momencie tego, na co mamy ochotę, to odpowiedź brzmi: nie. Wychowanie jest procesem złożonym. Budowanie przestrzeni relacji musi być oparte o jasny system. Labilność zachowań niesie bardzo negatywne następstwa. Między innymi brak odpowiednich reakcji kumuluje złe emocje. Irytacja, złość, poczucie niesprawiedliwości zatacza coraz szerszy krąg. Czasami ta złość jest przenoszona na innych, a czasami godzi w samego młodego człowieka. Utrzymujące się długo np. uczucie żalu pozbawia osobę ( młodą również) energii życiowej i wewnętrznej radości, jak również działa demotywująco. Stąd tylko kroczek do smutku, a przedłużający się smutek prowadzi do depresji. Dane statystyczne są w tym zakresie wręcz alarmujące.

 

 

„Przepis” na dobre relacje w teoretycznym zapisie wydaje się więc wręcz niezwykle prosty. Dorosły świadomy, z dobrze rozbudowaną i opartą o spójny system wartości samooceną,  kontrolujący własne reakcje jest pierwszym i koniecznym warunkiem powodzenia. 

 

 

 

Praktyka życia pokazuje jednak, że wcale tak łatwo nie jest. William James, szukając odpowiedzi na pytanie o przyczynę trudności, pisze: „Ilekroć spotyka się dwóch ludzi, tak naprawdę obecnych jest sześciu: 

- każdy z nich tak, jak sam siebie postrzega, 

- każdy z nich tak, jak jest postrzegany przez drugiego 

- i każdy z nich, kim jest naprawdę”. 

 

Trudno odmówić słuszności takiemu spostrzeżeniu. 

Rodzic, nauczyciel, własne dziecko, uczeń również w te złożone interakcje są wpisani. Świadomość złożoności zagadnienia jeszcze wyraźniej przenosi zakres odpowiedzialności za tworzenie dobrych warunków do budowania relacji na dorosłych. Drugiemu człowiekowi możemy bowiem tylko tyle dać, ile sami posiadamy. To dorosły może podjąć świadomą decyzję o zmianie i wejść na długą drogę budowania postawy relacyjnej. Droga jest długa, ponieważ, jak twierdzą współcześni psychologowie i terapeuci, żeby osiągnąć trwałą zmianę, należy tak wytrenować własny mózg, żeby przejął nowe zachowania jako normę. 

Arystoteles, do którego ponadczasowego autorytetu odnosimy się w artykule, napisał o tej drodze tak: „Człowiek znaczy tyle, co jego nawyki. Osiągnięcie doskonałości, to nie sukces, lecz przyzwyczajenie”.

 

 

Piśmiennictwo:

Bono E. de., 1996: Sześć kapeluszy, czyli sześć sposobów myślenia. Warszawa. Constantine.•Davis M,.H., 1999: Empatia: o umiejętności współodczuwania. Gdańsk.

Ekman P., Davidson R.J., 1999: Natura emocji. Gdańsk.

Goleman D., 1999: Inteligencja emocjonalna w praktyce. Poznań.

Obuchowski K., 2004: Kody umysłu i emocje. Łódź.

Ewa Sitko

Zapraszamy do dyskusji na temat artykułu na naszym facebooku


Dodaj komentarz

Nie możesz pisać komentarzy zanim się nie zalogujesz.. Logowanie tutaj.

Komentarze

Nikt nie skomentował jeszcze tej strony

Subskrybuj komentarze przez RSS na tej stronie | RSS dla wszystkich komentarzy

Zadaj pytanie

x

Zapisz się na newsletter

x