Grupa Eko-Tur Instytut Kształceni Eko-Tur Doradztwo Prawne Eko-Tur Baza Nauczycieli Edurada PrimoPsyche
powrót

Jesteś tutaj: Strona główna \ Biblioteka pedagogiczna \ Walka z czasem

Walka z czasem

08:22 27-07-2017

Dla kogo: Nauczyciele , Rodzice

Kategoria: Rozwój osobisty

Czego uczyć się od maratończyka, a jakich nawyków nie przejmować od piłkarza? O zarządzaniu czasem i samodyscyplinie słów kilka.

Od wielu lat interesuję się sportem. Piłka nożna jest moją pasją. W młodości zajmowałem się nią w sposób aktywny. Dzisiaj występuję w roli kibica, śledzę szczególnie losy naszej reprezentacji. Po wielu obejrzanych meczach z zadziwieniem odkrywam, że na ogół nasi reprezentanci zaczynają grę bardzo rekreacyjnie. Zabawa ta zwykle kończy się utratą bramki i wtedy rozpoczyna się prawdziwa walka z czasem. Trener wstaje z ławki i nerwowo gestykuluje, padają często nieparlamentarne słowa, wkrada się zdenerwowanie. Zawodnicy wzajemnie się mobilizują, a czasami wzajemnie oskarżają. Czas ucieka. Z każdą minutą, do gry naszych reprezentantów wkrada się coraz większy chaos. Zastanawiam się nad powtarzającą się regułą: czy ta zasada dotyczy tylko naszej drużyny? Z czego wynika taka postawa, jakie są jej głębsze przyczyny? Filozofię takiej gry zauważam także u drużyn piłkarskich wyższej klasy.

A jak z tym problemem radzą sobie sportowcy innych dziedzin? Dla przykładu maratończyk, który chce osiągnąć czas na granicy własnych możliwości, cały bieg rozkłada na etapy i wie, jaki powinien osiągnąć wynik na każdym z jego odcinków. Monitorowanie czasu jest jednym z ważniejszych zadań zawodnika podczas biegu. Natomiast zawodnicy, którzy bieg w maratonie traktują rekreacyjnie, podchodzą do niego spontanicznie. Wielu z nich pierwsze kilometry pokonuje na granicy własnych możliwości, a czasami ją przekraczając, co zwykle kończy się kryzysem lub rezygnacją z kontynuowania biegu.

Ja sam mam podobne doświadczenia: mój pierwszy bieg na dystansie 20 kilometrów, który miałem przyjemność przebiec w słynnym Princeton, potraktowałem bardzo ambicjonalnie, i pierwsze 10 km pokonałem szybciej, niż pozwalał mi na to mój organizm. W drugiej fazie dystansu „umierałem” i wydawało mi się, że nie dobiegnę do mety. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy na kilometr przed finiszem wyprzedziły mnie dwie panie w wieku mojej mamy, prowadząc ze sobą ożywioną konwersację. Swój bieg ukończyłem, ale ta sytuacja wiele mnie nauczyła.

Innym nagminnym błędem taktyki biegu długodystansowego jest podejście asekuracyjne. Zawodnicy zaczynają bardzo wolno, a pod koniec biegu żałują, że nie narzucili sobie szybszego tempa. Gdyby więcej uwagi poświęcić całemu procesowi wykonywania tej czynności i zadbać o to, aby wszystkie fazy biegu były dopasowane optymalnie do możliwości zawodnika, to efekt z pewnością byłby bardziej satysfakcjonujący.

Spróbujmy doświadczenia wyniesione ze sportu zastosować w innych dziedzinach naszego życia. Przed laty byłem studentem i przygotowanie do egzaminów zwykle odkładałem na ostatnią chwilę. Egzaminy, które były przede mną udawało mi się zdawać lepiej lub gorzej. Ale z pewnością nie było to optimum moich możliwości. Gdyby tę naukę rozciągnąć w czasie i podzielić ją na etapy, a każdy etap sumiennie przepracować, to efekty byłyby z pewnością większe.

Chyba zagalopowałem się w swoich rozważaniach i poniosła mnie fantazja, próbuję widzieć świat zbyt idealnie, a przecież sam nie radzę sobie z gospodarowaniem własnym czasem. Czym problem jest większy, a sprawa bardziej prestiżowa, to zabranie się za rozwiązanie staje się dla mnie trudniejsze. Okazuje się, że kiedy czasu mam z każdą chwilą coraz mniej, wpadam w panikę, zaczynam wykonywać nerwowe posunięcia. Efekt mojej pracy powstaje pod presją i w ogromnym napięciu. Ale czy jest on optymalny?

W firmie, w której pracuję, poświęcamy wiele uwagi na tworzenie projektów, które mają doskonalić naszą pracę. Jestem dumny z naszych pracowników, którzy wiele uwagi poświęcają realizacji tych projektów. Podziwiam ich otwartość w myśleniu i wyjątkową zdolność do refleksji. Zauważam jednak, że oni także mają problem z rozłożeniem własnego czasu przy tych przedsięwzięciach. Widzę panikę i zdenerwowanie, kiedy zbliża się termin analizy ich prac. Podczas wspólnego omawiania projektów sami dochodzą do wniosku, że za mało czasu poświęcili na przygotowanie się. Uważają, że byliby w stanie stworzyć ciekawsze i bardziej dopracowane dzieła, ale brakuje im samodyscypliny. Magiczne słowo, jakim jest „samodyscyplina” być może jest kluczem do rozwiązania naszego problemu, jakim jest walka z czasem. Samodyscyplina powinna towarzyszyć sportowcom, menedżerom, studentom, uczniom, nauczycielom, każdemu z nas. Niestety dla jednych jest pojęciem nie do zaakceptowania, pokonanie jej jest barierą nie do przeskoczenia. Inni zaś robią z tej cechy prawdziwy użytek. Czas jest ich sprzymierzeńcem, potrafią nim ekonomicznie zarządzać. Jestem przekonany, że wszyscy Ci, którzy nie posiadają tej umiejętności i nie chcą jej doskonalić nie staną się ludźmi wybitnymi.

Wielu mędrców i wybitnych uczonych, poświęciło swój czas, zaangażowanie, mądrość, a także pieniądze swoich mocodawców, żeby zatrzymać czas dla siebie i dla nich. Wszyscy oni ponieśli klęskę. Czasu nie da się zatrzymać. Można jedynie nauczyć się nim gospodarować, czyli maksymalnie wykorzystywać.

Uczmy się tego.

Wojciech Turewicz

Zapraszamy do dyskusji na temat artykułu na naszym facebooku


Dodaj komentarz

Nie możesz pisać komentarzy zanim się nie zalogujesz.. Logowanie tutaj.

Komentarze

Nikt nie skomentował jeszcze tej strony

Subskrybuj komentarze przez RSS na tej stronie | RSS dla wszystkich komentarzy

Zadaj pytanie

x

Zapisz się na newsletter

x