Grupa Eko-Tur Instytut Kształceni Eko-Tur Doradztwo Prawne Eko-Tur Baza Nauczycieli Edurada PrimoPsyche
powrót

Jesteś tutaj: Strona główna \ Biblioteka pedagogiczna \ Przychodzi rodzic do nauczyciela, a ten mówi… chodź, powiem ci jak żyć

Przychodzi rodzic do nauczyciela, a ten mówi… chodź, powiem ci jak żyć

08:00 14-07-2020

Dla kogo: Dyrektorzy , Nauczyciele

Kategoria: Wychowanie , Rozwój osobisty

Uwielbiamy radzić. „Powinieneś” i „musisz” to nasze ukochane słowa. Tyle słabości i nieporadności na około. I jak to możliwe, skoro przecież my nauczyciele, trenerzy, menedżerowie, dyrektorzy, rodzice, partnerzy, przyjaciele, koledzy mamy tak dużo cudownych rozwiązań. Gdyby tylko nas posłuchano.

Największą wadą naszego genialnego pomysłu na rozwiązanie czyjegoś problemu, jest to, że jest on… nasz. Każda zmiana rodzi opór. Na ogół nikt nie lubi, jak mu się narzuca rozwiązanie. Menedżerowie niskiego i wysokiego szczebla od lat są szkoleni w zakresie miękkich umiejętności zarządzania poprzez coaching, który zakłada, że twój, menedżerze, najlepszy pomysł jest gorszy od słabego pomysłu twojego podwładnego. Skąd zatem ten opór materii i nieustająca chęć radzenia innym i ratowania świata? Odpowiedzią są np. rozmaite mechanizmy obronne, jak choćby nie zajmowanie się sobą i własnymi problemami, a zamiast tego pomaganie i korygowanie innych; i nasze ego – skoro jestem szefem, nauczycielem, rodzicem, to znaczy, że wiem lepiej, jak coś zrobić.

Projektujemy tym samym na świat nasze przekonania i założenia jak rzutnik multimedialny slajdy na ekran. Rzeczywistość i otoczenie bywają jednak często dużo bardziej zaskakujące i kreatywne niż nasze o nich wyobrażenia. Parafrazując słynne powiedzenie, jeśli myślisz, że twój rozmówca nie da rady, to masz rację. Jeśli myślisz, że da radę, też masz rację.

Przychodzi rodzic do nauczyciela

Jedną z sytuacji, gdzie czasami to mentorsko-naprawcze podejście daje o sobie, są rozmowy nauczycieli z rodzicami.  Z jednej strony słyszy się, że rodzice są roszczeniowi i nie biorą odpowiedzialności za swoje dzieci. Z drugiej zaś pedagodzy nieświadomie robią wiele, aby tę odpowiedzialność im zabrać i obciążyć nią samych siebie. A ten proces zaczyna się właśnie od zdania: „powinna pani”, „powinien pan”.

Dla rodziców, szczególnie tych nieporadnych, pasywnych i wycofanych to wygodna sytuacja. Pod nos podsuwa im się rozwiązanie. Bez żadnego wysiłku, otrzymują tort do podziału. Dlaczego zatem to rozwiązanie tak często nie przynosi skutku? Bo zwalnia rodzica z emocjonalnego zaangażowania w ten proces.

To jak ich zatem zaangażować? Poprzez wciągnięcie rodziców w tworzenie lub współtworzenie rozwiązania trudnej sytuacji wychowawczej związanej a ich dzieckiem. Jeśli jako rodzic zaangażuję się i wypracuję sobie plan działania wspierający szkołę, to szansa, że go wdrożę w życie wzrasta. Czy jest w tym gwarancja? Pewnie nie, bo są też inne czynniki, które mogą zadziałać, ale… szansa znacząco wzrasta. Chociażby poprzez fakt, że nie będę jako rodzić podważał zasadności własnego pomysłu, skoro sam sobie go skonstruowałem. Poza tym rolę odgrywa tu mechanizm zobowiązania wobec siebie i innych. Zobowiązanie jest silnym motywatorem i napędem do działania.

I jeszcze raz warto dodać – to niczego nie gwarantuje. To stwarza okazję i poszerza obszar wpływu rodzica. I ma charakter edukacyjny. A poza tym angażowanie rodziców we współtworzenie metod mobilizowania ich pociech do nauki, to nie jedyne narzędzie jakim dysponuje nauczyciel. Jest natomiast świetnym punktem wyjścia do zmiany zachowań i postaw rodziców i pośrednio ich dzieci.

Nie zakładaj, sprawdzaj

Jako dzieci poznajemy i wchłaniamy rzeczywistość jak gąbki wodę z całym dobrodziejstwem inwentarza. Najczęstszym pytaniem brzdąców kierowanym do rodziców i opiekunów jest „a dlaczego”, „a po co?”, „a co to?”. Dzieci intuicyjnie wybierają otwartą formę pytań, aby odpowiedz nie mogła brzmieć „tak”, lub „nie”. Czemu to robią? Bo są otwarte i ciekawe świata. My dorośli w znacznym stopniu zatracamy tę umiejętność, a zamiast tego kolekcjonujemy założenia, które jak kolorowe okulary, zmieniają nam postrzeganą rzeczywistość. Przejawia się to chociażby w operowaniu pytaniami zamkniętym, za którymi stoi silne konkretne założenie i chęć naprowadzenia rozmówcy na jedyne słuszne rozwiązanie. Z uporem maniaka unifikujemy zatem i formatujemy świat do rozmiarów pudełka, które przez lata takich, czy innych doświadczeń ukształtowało się w nas. To zwykle świat, mówiąc w dużym uproszczeniu, nie pasuje do naszej wizji, a nie odwrotnie.

Od czego więc warto wyjść? Od pytań otwartych. Do siebie, do innych, do świata. Innym tematem jest znaleźć odpowiedz na te pytania, ale samo ich stawianie jest wielkim krokiem do ułatwienia życia sobie i innym.

Być może stąd bierze się popularność coachów rozmaitej maści i life coachingu. Coaching właśnie jest optymalnym rozwiązaniem dla wielu, szczególnie ludzi korporacji. Intuicyjnie czują ten potencjał i moc, które tkwią w pytaniach. A stawianie pytań i słuchanie to jedna z kompetencji coachów i psychologów biznesu.

I nauczycieli, i szefów, i rodziców, i partnerów, i przyjaciół, i kolegów – chciałoby się powiedzieć. Więc zamiast tylko chcieć, po prostu wprowadźmy to w życie.

I zacznijmy pytać i słuchać!

Oczywiście samo pytanie nie załatwia sprawy. Chodzi też o intencję stojącą za nim. Stawianie pytań może być nieskuteczne, gdy odpowiedź rozmówcy mało nas interesuje. Może też mieć charakter manipulacji, jeśli ich celem jest naprowadzenie rozmówcy na jedynie słusznej rozwiązanie.

Prowadząc od lat szkolenie dla biznesu i oświaty obserwuje wielu menedżerów czy edukatorów, którzy z koncepcji coachingu czy filozofii stawiania pytań biorą tylko tyle, ile potrzebne jest im do wzmocnienia i cementowania już dawno ukształtowanych sztywnych koncepcji.

O co w tym wszystkim zatem chodzi? O połączenie pytań z brakiem twardych i jedynie słusznych założeń oraz o intencję, aby pomóc, a nie tylko sprawdzić, skontrolować, czy przekonać do swoich racji.

W swojej pracy spotykam się z bardzo różnymi postawami osób, z którymi mam przyjemność spotykać się. Od pełnej otwartości i zaangażowania, poprzez zachowawczą i wycofaną, na oporującej i malkontenckiej kończąc. W artykule uwydatniałem i podkreślałem pewne obserwacje, aby pokazać wyraziście tendencję. Starałem się jednocześnie nie wpaść w pułapkę własnych niekiedy sztywnych założeń.

Piotr Rękawik – aktor, coach, trener biznesowy, edukatoe Instytutu Kształcenia EKO-TUR.  Od lat prowadzący szkolenia dla biznesu i oświaty. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie (2000r). Absolwent szkoły trenerskiej - Grupa Trop (2011). Obecnie w procesie certyfikacji NVC (Nonviolent Communication - Porozumienie bez przemocy - Marshall Rosenberg.

Zapraszamy do dyskusji na temat artykułu na naszym facebooku


Dodaj komentarz

Nie możesz pisać komentarzy zanim się nie zalogujesz.. Logowanie tutaj.

Komentarze

Nikt nie skomentował jeszcze tej strony

Subskrybuj komentarze przez RSS na tej stronie | RSS dla wszystkich komentarzy

Zadaj pytanie

x

Zapisz się na newsletter

x