Nauczyciel „boomer”, czyli człowiek, który przetrwał więcej aktualizacji niż szkolny komputer

Podobno nauczyciele nie nadążają za współczesnymi uczniami. Tyle tylko, że zanim przykleimy im etykietę „boomerów”, warto sprawdzić, za czym właściwie mają nadążyć i ile razy po drodze zmieniono im kierunek.

„Nauczyciele są trochę boomerami”.

Zdanie krótkie, chwytliwe i wyjątkowo wygodne.

Można je wypowiedzieć, pokiwać głową i poczuć, że właśnie przeprowadziło się pogłębioną diagnozę polskiej szkoły.

Boomer.

Czyli ktoś, kto podobno nie rozumie TikToka, podejrzliwie patrzy na sztuczną inteligencję, używa całych zdań w wiadomościach i uważa, że „OK” nie wymaga trzech płaczących ze śmiechu emotikonów.

W wersji szkolnej boomerem zostaje nauczyciel, który czasem pisze kredą, prosi ucznia o przeczytanie dłuższego tekstu i nie jest przekonany, że każda lekcja musi przypominać finał programu rozrywkowego.

Tylko czy naprawdę to właśnie nauczyciel najbardziej nie nadąża za współczesną edukacją?

Nauczyciel przyszłości, dokumentacja z przeszłości

Od współczesnego nauczyciela oczekujemy sporo.

Powinien znać narzędzia cyfrowe, wykorzystywać sztuczną inteligencję, indywidualizować pracę, rozwijać kompetencje przyszłości, rozpoznawać potrzeby uczniów, wspierać ich dobrostan, reagować na kryzysy psychiczne, budować relacje i jeszcze prowadzić lekcje tak interesujące, żeby wygrały konkurencję ze smartfonem.

Najlepiej smartfonem, na którym uczeń ma jednocześnie TikToka, grę, pięć powiadomień, czat klasowy i film zatytułowany „Nie uwierzysz, co wydarzyło się po trzech sekundach”.

Nauczyciel ma więc być pedagogiem, psychologiem, mediatorem, specjalistą od nowych technologii, animatorem, tutorem i przewodnikiem po cyfrowym świecie.

A potem otwiera szkolną dokumentację.

I słyszy cichy szelest historii.

Protokół.

Zarządzenie.

Oświadczenie.

Załącznik do załącznika.

Tabela do tabeli.

Podpis.

Pieczątka.

Podpis przy pieczątce.

Potwierdzenie, że podpis złożono w miejscu przeznaczonym na podpis.

Do tego rozporządzenie, zmiana rozporządzenia oraz tekst jednolity, który wcale nie oznacza, że wszystko stało się prostsze.

Nauczyciel ma prowadzić uczniów ku przyszłości, ale sam porusza się czasem po systemie przypominającym połączenie archiwum, escape roomu i testu na cierpliwość.

Boomer, który nauczył się więcej aplikacji niż niejeden nastolatek

Łatwo zapomnieć, ile technologicznych zwrotów wykonali nauczyciele w ostatnich latach.

Najpierw pojawił się dziennik elektroniczny.

Później platformy edukacyjne.

Następnie przyszła nauka zdalna i w bardzo krótkim czasie nauczyciel musiał nauczyć się prowadzić lekcję do trzydziestu czarnych prostokątów, z których co kilka minut dobiegało:

„Proszę pani, mnie nie słychać”.

„Proszę pana, wyrzuciło mnie”.

„Kamerka mi nie działa”.

„Mikrofon też”.

„Internet chyba nie”.

Czasem nie działał również uczeń, ale tego problemu nie udało się rozwiązać aktualizacją sterownika.

Nauczyciele opanowali Teamsa, Zooma, Classroom, Canvę, Genially, quizy, formularze, wirtualne tablice i prezentacje, które potrafią się rozjechać dokładnie pięć sekund przed hospitacją.

Teraz uczą się korzystania z AI.

Piszą prompty, sprawdzają wygenerowane materiały, rozmawiają o dezinformacji, prawie autorskim, ochronie danych i o tym, dlaczego sztuczna inteligencja potrafi z wielką pewnością siebie podać odpowiedź, która nie ma żadnego związku z prawdą.

Czyli, mówiąc całkiem szczerze, pod pewnymi względami zachowuje się jak uczeń, który nie przeczytał lektury, ale bardzo chce dostać czwórkę.

A może ostrożność nie jest technologicznym zacofaniem?

Nie każdy nauczyciel rzuca się na nowe narzędzie w dniu jego premiery.

I bardzo dobrze.

Szkoła nie jest laboratorium, w którym każdą modę trzeba natychmiast testować na dzieciach.

Pytanie: „Czy to naprawdę pomaga się uczyć?” nie jest dowodem zacofania. Jest dowodem odpowiedzialności.

Nowoczesność nie polega przecież na tym, że nauczyciel uruchomi siedem aplikacji podczas jednej lekcji, a uczniowie spędzą czterdzieści minut na odzyskiwaniu haseł.

Nie każde zadanie potrzebuje kodu QR.

Nie każda dyskusja potrzebuje wirtualnej tablicy.

Nie każda notatka musi powstać z pomocą AI.

Czasem najlepszą technologią edukacyjną nadal jest człowiek, który potrafi wyjaśnić trudne zagadnienie, zauważyć zagubionego ucznia i zadać pytanie, po którym w klasie zapada prawdziwa, myśląca cisza.

Kreda nie wyklucza innowacyjności.

Tablet jej nie gwarantuje.

Uczeń cyfrowy nie zawsze oznacza ucznia cyfrowo kompetentnego

Istnieje jeszcze jeden mit: skoro młodzi ludzie od dzieciństwa korzystają ze smartfonów, to automatycznie świetnie radzą sobie w cyfrowym świecie.

Nie zawsze.

Sprawne przesuwanie palcem po ekranie nie jest tym samym co krytyczna ocena źródła. Szybkie odnalezienie filmu nie oznacza umiejętności wyszukania wiarygodnej informacji. A codzienne korzystanie z mediów społecznościowych nie daje odporności na manipulację, fałszywe treści czy internetowe oszustwa.

Badania kompetencji cyfrowych uczniów pokazują, że samo otoczenie technologią nie wystarcza. Młodzi ludzie również potrzebują edukacji, wsparcia i mądrego przewodnika.

I często tym przewodnikiem jest właśnie nauczyciel, któremu chwilę wcześniej ktoś przykleił etykietę boomera.

To dość zabawny paradoks.

Uczeń potrafi w kilka sekund dodać filtr do filmu, ale nauczyciel musi mu wyjaśnić, jak sprawdzić autora informacji.

Uczeń biegle porusza się po mediach społecznościowych, ale nie zawsze wie, że pierwszy wynik wyszukiwania nie jest objawieniem.

Uczeń korzysta z AI, a nauczyciel zadaje niewygodne pytanie:

„Skąd wiesz, że ta odpowiedź jest prawdziwa?”

I nagle ten rzekomo nienowoczesny nauczyciel okazuje się bardzo potrzebny w nowoczesnym świecie.

Prawdziwy nauczyciel boomer posiada kompetencje przetrwania

Jeżeli chcemy koniecznie stworzyć portret nauczyciela boomera, zróbmy to uczciwie.

Nauczyciel boomer:

  • pamięta kilka podstaw programowych i żadnej nie ufa na tyle, żeby wyrzucić poprzednią;
  • ma na komputerze pliki „plan_pracy”, „plan_pracy_nowy”, „plan_pracy_nowy2” i „plan_pracy_OSTATECZNY_poprawiony”;
  • wie, że drukarka wyczuwa pośpiech i właśnie wtedy odmawia współpracy;
  • potrafi poprowadzić lekcję bez internetu, prądu, głośników oraz kabla, który „jeszcze wczoraj tutaj był”;
  • nie wierzy w zdanie „to zajmie tylko pięć minut”, jeśli dotyczy szkolnej dokumentacji;
  • słysząc „mała zmiana w przepisach”, odruchowo robi kawę;
  • wie, że każda reforma jest przedstawiana jako historyczna, a po kilku latach może zostać zastąpiona przez jeszcze bardziej historyczną;
  • nadal przychodzi do klasy przygotowany, choć system już kilka razy zmienił mu zasady w trakcie gry.

Jeżeli to jest boomerstwo, być może należy je wpisać do katalogu kompetencji przekrojowych.

Tuż obok odporności psychicznej, elastyczności i umiejętności zachowania powagi podczas czytania kolejnego komunikatu zaczynającego się od słów:

„W związku z koniecznością pilnego dostosowania…”

Szkoła potrzebuje i kredy, i AI

Oczywiście nauczyciele powinni się rozwijać.

Powinni poznawać nowe narzędzia, rozumieć zmieniający się świat uczniów, aktualizować metody pracy i odważnie sprawdzać, co może pomóc w uczeniu.

Ale rozwój nie zaczyna się od zawstydzania.

Człowiek nie uczy się szybciej dlatego, że nazwano go zacofanym. Znacznie lepiej rozwija się wtedy, gdy otrzymuje czas, dobre szkolenie, sprawny sprzęt, wsparcie i prawo do zadawania pytań.

Nie potrzebujemy wojny między „nauczycielami od kredy” a „nauczycielami od AI”.

Potrzebujemy rozsądku tych pierwszych, ciekawości tych drugich i przestrzeni, w której jedni mogą uczyć się od drugich.

Bo szkoła przyszłości nie powstanie tylko dlatego, że zamienimy zeszyt na aplikację, tablicę na ekran, a polecenie nauczyciela na prompt.

Powstanie wtedy, gdy technologia będzie wspierać edukację, a nie służyć wyłącznie do stworzenia wrażenia nowoczesności.

Zanim powiesz „boomer”, sprawdź datę ostatniej aktualizacji systemu

Najłatwiej oceniać nauczyciela z zewnątrz.

Powiedzieć, że powinien szybciej się zmieniać.

Lepiej motywować.

Nowocześniej uczyć.

Odważniej korzystać z technologii.

Rzadziej narzekać.

Najlepiej robić to wszystko jednocześnie, w licznej klasie, przy kolejnych zmianach prawa, rosnącej dokumentacji i oczekiwaniach, które spokojnie wystarczyłyby dla kilku różnych zawodów.

Nauczyciel nie potrzebuje taryfy ulgowej.

Potrzebuje uczciwej oceny warunków, w których pracuje.

Dlatego, zanim kolejny raz nazwiemy go boomerem, warto zadać inne pytanie:

Czy nauczyciel rzeczywiście nie nadąża za światem, czy może od lat biegnie bardzo szybko, tylko system stale przesuwa mu linię mety?

A jeśli mimo reform, nowych przepisów, kolejnych platform, aktualizacji, cyfrowych rewolucji i haseł zmieniających się szybciej niż szkolne plany lekcji nadal przychodzi do uczniów, uczy się nowych rzeczy i próbuje dobrze wykonywać swoją pracę, to może nie jest żadnym boomerem.

Może jest po prostu zawodnikiem edukacyjnego survivalu.

Takim, który potrafi uruchomić prezentację, uspokoić klasę, odpowiedzieć rodzicowi, poprawić sprawdziany, wypełnić tabelę i jeszcze zapytać sztuczną inteligencję, jak ograniczyć biurokrację.

AI odpowie zapewne, że należy uprościć procedury.

Nauczyciel uśmiechnie się wtedy z pobłażaniem.

Bo jest może „trochę boomerem”, ale aż tak naiwny nie jest.

Zmiana potrzebuje nie tylko oczekiwań, ale także wsparcia

A skoro nauczyciel „boomer” potrafi połączyć kredę, tablet, e-dziennik i sztuczną inteligencję, warto dać mu nie tylko kolejne oczekiwania, lecz także dobre warunki do rozwoju.

Nauczyciele należą przecież do najchętniej szkolących się grup zawodowych, a nowe technologie od lat pozostają ważnym kierunkiem ich doskonalenia.

Dobrym kolejnym krokiem dla rady pedagogicznej może być praktyczne szkolenie „EdTool w pracy nauczyciela, tworzenie interaktywnych lekcji, testów i zadań z wykorzystaniem AI”, podczas którego nauczyciele poznają sposoby tworzenia interaktywnych lekcji, testów i zadań z pomocą sztucznej inteligencji.

Bo łatwo powiedzieć nauczycielowi: „nadążaj za zmianą”.

Znacznie lepiej stworzyć przestrzeń, w której może spokojnie się jej nauczyć.

Źródła

  1. OECD, wyniki badania TALIS 2024 dla Polski
  2. Instytut Badań Edukacyjnych, „Kompetencje cyfrowe uczniów w Polsce. Co wiemy z badań międzynarodowych?”
  3. Komisja Europejska, Europejskie ramy kompetencji cyfrowych nauczycieli DigCompEdu
  4. Komisja Europejska, Plan działania w dziedzinie edukacji cyfrowej na lata 2021–2027
  5. Ministerstwo Edukacji Narodowej, bezpłatne szkolenia o AI dla 11 tysięcy nauczycieli
  6. Instytut Badań Edukacyjnych, raport o integracji sztucznej inteligencji w systemach kształcenia i szkolenia

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *