Na wczoraj, na już i na zawsze- życie wewnętrzne dyrektora szkoły między dzwonkiem a zen

Dyrektor szkoły w Polsce to dziś człowiek, który jedną ręką podpisuje dokumenty „na wczoraj”, drugą uspokaja świat, a w nowym roku powinien wreszcie nauczyć się ratować przede wszystkim samego siebie.

Dyrektor szkoły w Polsce to dziś nie stanowisko, lecz stan skupienia. Coś pomiędzy cząstką elementarną a instytucją publiczną. Gdyby zapytać, czym się zajmuje, odpowiedź brzmiałaby: „wszystkim, ale po cichu i po godzinach”. Oficjalnie zarządza placówką. Nieoficjalnie-  gasi pożary, tłumaczy świat światu i świat światu szkolnemu, a w przerwach między jednym „pilnym” a drugim „na wczoraj” próbuje sobie przypomnieć, po co w ogóle jest edukacja.

Dyrektor współczesny wchodzi do szkoły jak do escape roomu. Zasady zmieniają się w trakcie gry, klucz do wyjścia ma kuratorium, a zegar odlicza czas do kolejnej kontroli. Jest RODO, BHP, arkusz organizacyjny, arkusz kalkulacyjny i arkusz sumienia. Do tego rodzice, którzy wiedzą wszystko, uczniowie, którzy wiedzą lepiej, nauczyciele, którzy wiedzą, ale już nie mają siły tłumaczyć, i organ prowadzący, który „rozumie sytuację”, o ile nie wymaga to pieniędzy.

Dyrektor nie czyta maili- on je przeżywa. Każdy zaczyna się od „Szanowni Państwo”, a kończy na „proszę o pilną odpowiedź”, co w języku urzędowym oznacza: „jeśli nie odpiszesz w ciągu 15 minut, uznamy, że się zgadzasz”. Telefon dzwoni zawsze wtedy, gdy dyrektor właśnie usiadł. Albo gdy właśnie pomyślał, że może jednak da się dziś wyjść wcześniej.

A przecież jeszcze są reformy. One przychodzą regularnie, jak pory roku, tylko bez lata. Zawsze „dla dobra ucznia”, choć uczeń dowiaduje się o tym ostatni. Dyrektor ma reformę wdrożyć, wyjaśnić, uspokoić, a najlepiej jeszcze udowodnić, że tak było od zawsze.

I w tym wszystkim jest on-  człowiek. Z kręgosłupem (coraz słabszym), głową (coraz pełniejszą) i sercem (coraz bardziej potrzebującym urlopu zdrowotnego). Dlatego w nowym roku 2026 dyrektor, jeśli chce przetrwać do kolejnego dzwonka, powinien zadbać o swój dobrostan. Nie heroicznie. Systematycznie.

Po pierwsze: prawo do nie-wiedzenia. Nie wszystko trzeba czytać od razu. Mail po 18:00 nie zamienia się w dynię, ale może poczekać do rana. Świat się nie zawali. Najwyżej lekko przechyli.

Po drugie: delegowanie. Dyrektor nie musi być omnipotentny. Wystarczy, że będzie obecny. Zespół to nie dekoracja – to ratunek. Oddanie odpowiedzialności innym nie jest słabością, tylko aktem odwagi.

Po trzecie: mikro-radości. Kawa wypita w ciszy. Pięć minut bez telefonu. Rozmowa z nauczycielem nie o problemach, tylko o tym, że coś się udało. Tak, to się zdarza. Rzadko, ale jednak.

Po czwarte: higiena głowy. Spacer zamiast kolejnego rozporządzenia czytanego „na dobranoc”. Sen, który nie jest przerwą między mailami. Może nawet sport – ten mityczny, o którym wszyscy słyszeli, ale mało kto widział.

I wreszcie po piąte: poczucie sensu. Szkoła to nie tylko dokumenty i procedury. To ludzie. Jeśli dyrektor choć raz w tygodniu przypomni sobie, że jego praca ma znaczenie – nawet wtedy, gdy nikt tego nie mówi- to już jest sukces.

Rok 2026 nie będzie łatwiejszy. Ale może być mądrzejszy. A dyrektor, który dba o siebie, to nie luksus. To warunek konieczny, żeby szkoła w ogóle mogła dzwonić na lekcje. I na przerwy. Zwłaszcza na przerwy.

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *